Warning: "continue" targeting switch is equivalent to "break". Did you mean to use "continue 2"? in /autoinstalator/wordpress5/wp-content/plugins/qtranslate-x/qtranslate_frontend.php on line 497

Warning: Parameter 2 to qtranxf_postsFilter() expected to be a reference, value given in /autoinstalator/wordpress5/wp-includes/class-wp-hook.php on line 286

Warning: Parameter 2 to qtranxf_postsFilter() expected to be a reference, value given in /autoinstalator/wordpress5/wp-includes/class-wp-hook.php on line 286

Warning: Parameter 2 to qtranxf_postsFilter() expected to be a reference, value given in /autoinstalator/wordpress5/wp-includes/class-wp-hook.php on line 286
Dzień 10 - Mývatn -> Błękitne Jezioro -> Namafjall -> Krafla Power Plant -> Grjótagjá -> Hverfjall -> Dimmuborgir Mroczne Zamki -> Skútustaðir torfowiska -> Dettifoss -> Mývatn Nature Baths; 221 km - Travel & Adventure Blog | MakeRideEasy

Dzień 10 – Mývatn -> Błękitne Jezioro -> Namafjall -> Krafla Power Plant -> Grjótagjá -> Hverfjall -> Dimmuborgir Mroczne Zamki -> Skútustaðir torfowiska -> Dettifoss -> Mývatn Nature Baths; 221 km

Mývatn, to czwarte pod względem wielkości jezioro Islandii. Podobno jego nazwa znaczy „jezioro muszek”. Przyznam, że nie widziałem ani jednej. Być może dlatego, że od dwóch dni pogoda była bardzo wietrzna.

Już z samego kempingu, a szczególnie najwyższego tarasu gdzie rozbiliśmy namioty, poranny widok na wulkan był wspaniały. Ostatnie erupcje miały miejsce w 1984 roku i pozostawiły pola lawy, które dochodzą praktycznie do samej drogi przy kempingu. Jeżeli ktoś wstanie wcześniej lub po prostu ma trochę czasu to proponuję przejść kilkaset metrów i pospacerować tam. Oczywiście trzeba mieć dobre buty i być bardzo ostrożnym.

Zaraz po śniadaniu, podczas którego omówiliśmy plan na najbliższe dwa dni, ruszyliśmy zwiedzać. Ledwo minęliśmy miejscowość Reykjahlíð i zaczęliśmy wspinać się na przełęcz Namaskard, a już natrafiliśmy po lewej stronie drogi 1 na Błękitne Jezioro.

Warto się zatrzymać. Po pierwsze błękitna tafla wody, a po drugie wybuchy pary ze źródła geotermalnego robią piorunujące wrażenie. Nieopatrznie zatrzymałem motocykl w niewielkiej odległości i gdy nastąpił jeden z wybuchów wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów spowite zostało gęstą mgłą i wyczuwało się odór siarki. Musiałem chwile odczekać zanim chumra zostanie przewiana, a ja czym prędzej odjechałem motocyklem.

Po paru kilometrach, przekroczyliśmy przełęcz i dojechaliśmy do najwspanialszego pola solfatarów czyli Namafjall. To pole pełne jest dymiących kopczyków, z których wydobywają się gorące opary siarki pod dużym ciśnieniem. Dodatkowo sporo jest oczek bulgoczących gorącym błotem.

Jeżeli ma się trochę więcej czasu można wspiąć się na zbocze Namafjall. Cały otaczający teren ma też niesamowite kolory. Warto zatrzymać się i zrobić tu niezapomniane ujęcia, szczególnie jeżeli świeci słońce, a my jesteśmy między parującymi, gorącymi źródłami.

Z pola solfatarów, najlepiej skierować się dokładnie na północ, aby po niespełna 10 km drogi oraz sporym podjeździe minąć elektrownię geotermalną Krafla Power Plant o niespotykanej mi wcześniej konstrukcji i dojechać do samego wulkanu Krafla na wysokości ponad 818 m n.p.m. Wulkan choć uznawany za wygasły wygląda bardzo ciekawie, a na jego szczycie, w kraterze znajduje się niewielkie, błękitne jezioro i  roztacza się wspaniały widok.

Dopiero teraz, kiedy zjeżdżałem z wulkanu, dostrzegłem po lewej stronie drogi ciekawą konstrukcję: umywalkę i prysznic. Postanowiłem zjechać i sprawdzić o co chodzi. Okazuje się, że są to jak najbardziej sprawne urządzenia. Z prysznica cały czas leci bardzo ciepła woda i gdyby nie wszechobecny zapach siarki i niska temperatura powietrza, można by wziąć prysznic.

Następnym miejscem, które zaplanowaliśmy zobaczyć był krater Hverfjall. Wracając  jedynką, warto jednak odbić na lewo w drogę numer 860. Ten niewielki skrót kryje jeszcze jedną atrakcję, a mianowicie grotę Grjótagjá cave.  Grota, choć nie jest zbyt duża to warto ją zobaczyć. Zejście jest dość trudne, aby nie powiedzieć niebezpieczne. Warto zabrać latarkę.

Z groty do krateru w linii prostej jest niespełna 2 km. Nie ma jednak bezpośredniej drogi i trzeba nadłożyć dodatkowe 4 km. Ciekawostką jest jednak to, że droga lawiruje wśród zastygłej magmy. Po obu stronach otaczają nas ciemne, czasem czarne „ściany” zastygłej lawy.

Różnica wysokości, od podnóża do szczytu wulkanu Hverfjall wynosi około 200 m. Po dobrych kilkunastu minutach wspinaczki, dech w piersiach zapiera widok na okolicę z plamami magmy i jeziorem w oddali. Samo wnętrze krateru jest też ciekawe. Wszechobecna czerń, żadnej roślinności, a na środku niewielki pagórek. Średnica krateru wynosi 1 km i można przejść się szczytem dookoła. Głębokość z kolei to około 140 m. Zejście jest zabronione. W oddali, 12 km na południowy wschód góruje wulkan Ludent. Ponieważ zaczęło sporo wiać, to po zrobieniu kilku fajnych zdjęć rozpoczęliśmy zejście.

 

Około 2,5 km na południowy zachód od wulkanu są kolejne bardzo ciekawe formy skalne Dimmuborgir zwane Mrocznymi Zamkami. To niesamowity labirynt zastygłej lawy, która przy spotkaniu z wodą wytworzyła bąble pary wodnej tworząc osobliwe wieże i kominy. Tuż obok znajduje się parking oraz restauracja. Ponieważ była właśnie pora obiadowa postanowiliśmy coś zjeść i ogrzać się, bo na zewnątrz pogoda zaczynała się psuć.

W planach mieliśmy jeszcze zobaczyć torfowiska Skútustaðir. Miałem je bardzo dobrze zaznaczone na mapie. Wjechaliśmy tam ale nic nie zobaczyliśmy. Zresztą czego można spodziewać się po torfowiskach… Trochę rozczarowani postanowiliśmy szybko się ewakuować, aby dojechać do kolejnej, nie lada okazji, czyli największego wodospadu Europy: Dettifoss.

To właśnie przy progu tego wodospadu nakręcona została słynna scena filmu Prometeusz wg reżyserii Ridleya Scota z Obcym https://youtu.be/ZHpJr7_5Mjg.

Podjeżdżając na parking, spotkaliśmy mocną ekipę z Polski. Widać było, że są już od kilku dni i „po przejściach”. Wystarczy powiedzieć, że spodnie i buty mieli owinięte reklamówkami i poklejone srebrną taśmą. Jeden rozbity motocykl i grupa, która się podzieliła na tych, którzy planują dalej szaleć w interiorze oraz tych, którzy odpuścili.

Z parkingu, do wodospadu biegnie szlak. Trzeba przejść kawałek, dobre kilkanaście minut. Nagrodą jest imponujący wręcz widok. Rzeka, której wody spadają z wodospadu ma tu ponad 100 m szerokości, a nurt jest bardzo wartki. Te olbrzymie masy wody spadają z progu o wysokości 45 m. Wszystko to robi kolosalne wrażenie. Potęga natury jest niewyobrażalna, to po prostu trzeba zobaczyć. Huk spadającej wody, drżenie ziemi, wszystko to można poczuć całym ciałem. Ścieżka prowadzi tuż przy urwisku i jest kilka miejsc, z których można podziwiać wodospad. W każdym z nich wydaje się, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Warto poświęcić tu zdecydowanie więcej czasu ponieważ kilkaset metrów w górę rzeki jest wprawdzie o wiele mniejszy wodospad Selfoss ale za to kaskadowy. Moim zdaniem to trochę mniejsza wersja Niagary. Natomiast 2 km dalej na północ jest kolejny wodospad Hafragilsoff. Ten z kolei ma wysokość 27 m. Podobno przypomina on miniaturowy Wielki Kanion w Ameryce. Niestety jeszcze nie sprawdziłem. Będzie powód, aby przyjechać tu jeszcze raz.

Kiedy tylko wróciliśmy do motocykli pogoda zaczęła się psuć. Trzeba było ubrać spodnie i kurtkę przeciwdeszczową. Zmienić rękawiczki na cieplejsze. Jak zakończyć taki dzień? W drodze powrotnej wstąpić do term, gorących źródeł i basenów, aby się wygrzać. Wracając drogą numer 1, około 3 km przed miejscowością Reykjahlíð można skręcić w lewo, aby po niespełna kilometrze dotrzeć do Mývatn Nature Baths.

To miejsce nie jest wcale trudno porównać do Blue Lagun. Podobno jest mniej turystów. Kiedy jednak tam dotarliśmy staliśmy w prawie 30 minutowej kolejce. Druga sprawa to koszt za wejście. Osoba dorosła płaci ponad 160 zł. Czy jednak warto? Oczywiście. Z dwóch powodów, po pierwsze aby odpocząć, zrelaksować się i wygrzać, a po drugie aby zobaczyć jak wyglądają takie termy oraz widoki, bo same baseny są bardzo ciekawie położone. Z jednej strony widać góry i przełęcz, z drugiej mamy widok na dolinę i jezioro.

Przyznam, że tego dnia byłem już bardzo zmęczony i po godzinie wyszedłem z basenów, aby jeszcze napić się gorącej herbaty, zjeść ciasto i napisać parę kolejnych kartek do rodziny w restauracji. Z term na kemping był już żabi skok. W kempingowej jadalni spotkałem się z Adamem i przy rozgrzewających napojach zaplanowaliśmy kolejny dzień. Choć na dworze było już bardzo chłodno, do dzisiaj pamiętam dobrze jak przyjemnie było wejść do grubego śpiwora oraz spojrzeć jeszcze raz z namiotu na niesamowitą panoramę jeziora Mývatn.

Porada: Rozdzielacz i ładowarka USB. Jeżeli zabieramy ze sobą sporo elektroniki, to pamiętać trzeba, aby wziąć rozdzielacz oraz ładowarkę USB – najlepiej taką, która posiada minimum 4 wyjścia i każde podaje prąd o natężeniu do 2A. Dzięki temu możemy być spokojni, że po pierwsze zawsze znajdzie się możliwość podłączenia nawet do „zajętego” gniazdka w recepcji czy kuchni lub jadalni oraz będziemy mogli w tym samym czasie naładować np. telefon, baterie, powerbank a na dodatek tablet:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.